Gabriela Rybak: Fake Art Michała Brzezińskiego

tekst opublikowano na stronie  BILART  —>>

Michał Brzeziński świadomie porusza się po artystycznych ścieżkach, które sam sobie wytycza. Nie dość, że tworzy własne, oryginalne konstrukcje teoretyczne, co nadaje mu status konceptualisty, nie obawia się materializować własnych tworów myślowych, tym samym zmieniając swój status z konceptualisty w realizatora, a także w artystę, a nie tylko urabiacza idei. Michał Brzeziński jest nie tylko realizatorem. Możemy śmiało powiedzieć, iż jest on także realistą, gdyż umiejętnie manipuluje widzem tak, aby odkrył on prawdę – artystyczną. Fałszując wnioski, które wydają się być aksjomatami dla większości odbiorców jego sztuki, równie dobrze mogących być zbiorowiskiem słuchaczy na wykładzie w tajnym laboratorium CERN, ukazuje rzeczywistość będącą odwrotnością zmanipulowanego przez media świata. Notabene do obnażania sposobu zwalczania działań systemu używa takich samych metod i narzędzi, co jego projektanci. Media nie tylko są narzędziami i generatorami manipulacji, są nimi także naukowcy wyciągający mylne wnioski ze swych badań i podający je jako prawdziwe, niepodważalne i ostateczne do wiadomości ogólnoświatowej opinii publicznej, a także badacze pracujący na rzecz korporacji, którzy są bądź co bądź są zaprogramowani w ten sposób, aby otrzymywać stosowne wnioski.
Artysta lokuje swoje prace w miejscach nieco przypominających aule wykładowe lub pracownie laboratoryjne. Dzięki temu widz ma większą szansę na wytworzenie w swoim umyśle autosugestii, polegającej na subiektywnym przekonaniu, iż to co zostało mu pokazane wraz z całym osprzętem podtrzymującym wrażenie naukowości, jest bardziej wiarygodne niż to co obywa się bez użycia najnowszych narzędzi badawczych takich jak komputery, programy, mikroskopy, etc. Michał Brzeziński inkarnuje się, dzięki najnowszym technologiom w pseudonaukowca, który przy pomocy fałszu – fake?u obnaża moment prawdy, dokonując tym samym zanegowania wiarygodności i niepodważalności badań prowadzonych przez badaczy, zauważenie bądź nie permanentnie inwigilowanych przez system. Michał Brzeziński zasługuje przeto, paradoksalne na miano naukowca, ponieważ dociera do meritum, do jądra prawdy ukrytej pod płaszczykiem pseudoweryfikowalnych działań naukowych. Prawdą w ponowoczesności jest jedynie fake. W symulowanym, zafałszowanym do granic możliwości świecie, jedynie kłamstwo i żart jest prawdą. I to jest prawda. W swojej artystycznej działalności posługuje się tymi samymi narzędziami i metodami których uczeni używają do działań mających służyć dobru ludzkości, choć często nie służą. Co znowuż jest albo wynikiem błędu, albo (sic!) uświadomionego, choć nie zawsze celowego działania. Kluczowym pojęciem w twórczości Brzezińskiego jest zagadnienie etyki. W czasach kiedy dostęp do wiedzy jest rozpowszechniony na masową skalę, a poziom erudycji ekstremalnie wzrasta, wychodząca od człowieka i doń skierowana samoświadomość etyczna stanowi najistotniejsze zagadnienie epoki. Ale ważne jest także coś innego, na co artysta zwraca naszą uwagę, mianowicie egzoetyka, czyli taka etyka, która nie dotyczy istot ludzkich, a znajduje się poza sferą anthropoi, choć przez człowieka została wymyślona. Najczęściej dotyczy ona zwierząt i roślin ale także organizmów cybernetycznych i tworów wirtualnych.

Na wystawę Michała Brzezińskiego składa się siedem obiektów. Zacznę od omówienia pięciu drukowanych obrazów do złudzenia przypominających obrazy olejne. Przedstawiają one fragmenty Virus Video. Niewtajemniczony widz, nieznający technik malarskich z łatwością da się nabrać, że są to obrazy malowane ręką artysty, co stanowi jedną z wielu potencjalnych form realizacji założeń Fake Art. Pomiędzy obrazami umieszczonymi na jednej ze ścian galerii, wyświetlany jest Virus Video. Film jest wizualizacją efektu przekształcenia fragmentu DNA wirusa grypy do postaci kodu 0-1, a następnie przetransformowania rezultatu tego działania w ciąg liczb od 0 do 1000, co posłużyło dalej do wygenerowania dźwięku. Obraz odnoszący się do wirusa grypy, jest metaforą napastliwości z jaką jesteśmy bombardowani codziennie treściami generowanymi przez media, w tym także wideo. Chaos, który przez to zostaje wprowadzony do naszego życia, jest niemniej destrukcyjny dla naszych organizmów niż wirus grypy. Ponadto, prątki wirusa pojawiające się w filmie, są silnie estetyzowane. Mówiąc krótko są przyjemne dla oka. Co uświadamia nam jeszcze, że nie wszystko co ładne i estetyczne jest dla nas dobre. Często to co kolorowe i pociągające stanowi dla nas potworne zagrożenie, jak na przykład nadmierne uleganie wpływowi reklam.

BIOS I ZOE (Netfootage performing flower) ukazuje synergiczne współdziałanie rośliny i komputera. Gardenia ogrodowa przestaje być zwykłą ozdobą okiennych parapetów. Zamienia się w istotę odczuwającą i emitującą treści dzięki zastosowanemu przez Michała Brzezińskiego pomysłowi połączenia przy pomocy sensora galwanicznego usb komputera z liściem rośliny. Dzięki temu kwiat, wybierając dostępne z algorytmów, może na ekranie monitora ukazywać widzom swoje aktualne stany emocjonalne. Taki jest przepis interpretacyjny pracy podany przez autora. Lecz to jednak fake. Bowiem w rzeczywistości film mający być wizualizacją gardenianych uczuć, jest dziełem artysty, który dokonując kompilacji obrazów dostępnych w Internecie, podszył się pod roślinę i sfabrykował jej emocje. Film przedstawia żywoty organizmów jednokomórkowych, które wykazują zdumiewającą aktywność. Utajone życie, o którego istnieniu tak rzadko pamiętamy okazuje się barwne i skomplikowane, szczególnie wówczas gdy pojedyncze komórki, mnożąc się zaczynają budować większy organizm, na przykład roślinę lub człowieka ? istoty czujące.

Trudno nie zauważyć, że sztuka Michała Brzezińskiego zawiera odniesienia do buddyzmu. Pojawiające się mandale i geometryczne wzory nadają pracom jakość dzięki której widz ulegający rytmowi wyświetlanych obrazów może popaść w trans. Tematyka prac odzwierciedla powtarzalność i cykliczność. Jednak warto podkreślić, iż nie jest to bezpośrednia inspiracja hinduizmem. Niezapożyczonym wzorem dla tego artysty jest estetyka preferowana przez The Future Sound of London, którą ów zespół czerpał bezpośrednio z wierzeń hinduistycznych. Wystarczy usiąść wygodnie na kanapie, odpowiednio wyregulować umysł i włączyć choćby Pappua New Guinea aby zauważyć te analogie. Medytujące postaci z teledysków FSOL mogą być równie dobrze modelowymi odbiorcami sztuki Michała Brzezińskiego. Wątki mistyczne nieustannie przewijają się w pracach tego artysty, jednak wizualne reprezentacje treści religijnych, wyjęte z kontekstu kulturowego z którego pierwotnie się wywodziły, zmieniły swoja przynależność i nie są już samodzielnymi obiektami religijnymi. Stały się częścią nowej metafizyki, metafizyki sztuki mediów, którą stanowi eklektyczne połączenie wątków zaczerpniętych z różnorakich kultur ? żydowskiej, hinduskiej, chrześcijańskiej, a także z subkultur hackerskiej, punkowej etc.
“Architectural Project of Illuminati Temple” to instalacja skonstruowana z sześciu telewizorów, pomiędzy którymi widz odnajdzie spokojne(?) miejsce na spoczynek, w wygodnym siedzisku. Telewizory szczelnie otaczają widza molestując go przy tym dźwiękami wydobywającymi się z głośników oraz obrazami pojawiającymi się na ekranach. Percepcja odbiorcy zostaje całkowicie zaanektowana przez generowane treści. Pojawiające się z dużą zmiennością obrazy zawierają figury geometryczne oraz utajony projekt planu wirtualnej świątyni Iluminatów. Jak wiadomo, powszechne jest mniemanie iż organizacja ta, ma znaczący wpływ na politykę, a przez to może niewidzialną ręką rynku stymulować sytuację ekonomiczno-społeczną na świecie. Według teorii spiskowych, głównym narzędziem, którym posługują się Iluminaci jest telewizja, a telewizory są transmiterami ukrytych treści mających czynić z nas niewolników egzystujących dla systemu. I rzeczywiście, widz siedzący w centralnym punkcie instalacji i poddający się stymulacji treściami generowanymi przez urządzenia, może po pewnym czasie poczuć się jak uczestnik sekciarskiego eksperymentu.
Kolejną pracą, która znalazła się w fake-artowym repertuarze jest “Golden Rain”. To instalacja o piramidalnym kształcie. Na pierwszy rzut oka, wygląda jak strumień jarzących się elektronów rodem z wyobrażeń umierającego Roya Batty?ego z “Łowcy androidów”. Energia świetlna, wydobywana dzięki rzutnikowi skierowanemu w stronę podłogi mieni się odcieniami złota oraz czerwieni spływając po cienkiej folii. Zgodnie z artystyczną wizją, Golden Rain powinien stawać się Golden Gate, dzięki której osoby przechodzące pod strumieniem świetlnym wydobywającym się z instalacji, umieszczonej, na przykład na stacjach metro, stawałyby się lepsze. Ale czy na pewno? Czy to nie utopijna wizja naprawy świata skazana od momentu pojawienia się idei w umyśle twórcy, na porażkę o czym wie i on sam?

Istotnym, dla twórczości Brzezińskiego pojęciem, będącym jego autorskim pomysłem jest zagadnienie wideo-tożsamości. Jest to tożsamość kształtowana dzięki wpływowi bazy danych, którą jest w przypadku “Virtual Memory” ? pamięć komputera. Wideo-tożsamość rozszerza swój zasięg, będąc skutkiem inspiracji filmami Stana Brakhage?a, w których autor bezpośrednio ingerował w taśmę filmową, pomijając użycie kamery. “Virtual Memory” działa na podobnej zasadzie. Do jej stworzenia potrzebny był komputer i losowo wygenerowane obrazy, które zapisały się w jego pamięci w momencie przeglądania stron internetowych. I ponownie widzimy jak w pracach Michała Brzezińskiego mistyka łączy się z biologicznością. Mandale oraz sceny z filmów pornograficznych, egzystują ze sobą w pamięci urządzenia, a także w pamięci osoby która odwiedzała strony, z których pobrany został materiał do konstrukcji pracy wideo. Duch i materia, piękno i brzydota istnieją razem, będąc przeplotem dualistycznych wątków na jednej płaszczyźnie pokazywanego obrazu. Emitowana całość tworzy atrakcyjną artystycznie wizualizację danych, co jak twierdzi autor (nabierając nas) jest dziełem przypadku.
“Imago Mundi” to film eksplorujący artystyczną wartość destrukcji strukturalnej obrazu. Film jest egzemplifikacją przetworzonych przez mózg (komputer) wrażeń pochodzących spoza podmiotu. Obrazom towarzyszy głos, który wydobywa się jakby z głębi lasu pikseli, tworząc atmosferę zagrożenia i poczucie dziwności. Piksele budują wizje na wskroś impresjonistyczne i nieuchwytne. Co chwila ulegają destrukcji, tworząc nowe formy wizualne, nowe impresje. Widz jest zmuszony do zajrzenia niejako w głąb umysłu autora, którego przetworzenia osobistych przeżyć graniczą niemal z psychodelią. Nieuniknione przy recepcji “Imago Mundi” są skojarzenia ze stanami pojawiającymi się po zażyciu substancji psychoaktywnych, takich jak LSD. Możemy przyjąć zatem, że wizje narkotyczne są obrazami, którymi z powodzeniem można opisywać wygląd światów wewnętrznych.
Interesująca pracą jest “Mnemosyne”. Film przenosi widza w sferę metafizycznych doznań dźwiękowo-wizualnych. Obrazy upłynniają się, ulegając procesowi nieustannej transformacji. Niekiedy stają się pociągnięciami pędzla, innym razem odbitkami stalorytniczymi z wyraźnie zarysowanymi liniami powstałymi na skutek działania narzędzia. Czasami widzimy rzeźbione twarze i korpusy ludzkie. Przedstawienia przywodzą na myśl sceny z kręgów piekielnych opisanych w “Boskiej komedii” przez Dante Alighieriego. Muzyka towarzysząca obrazowi to średniowieczne skale grane na słojach. Bez wątpienia autor tworzy aluzję do antyku w sferze wizualnej. Natomiast jak wiemy, Michał Brzeziński w swojej twórczości podkreśla związek z antycznymi teoriami dotyczącymi funkcji sztuki – począwszy od arystotelesowskiej idei naśladownictwa światów widzialnego i niewidzialnego, poprzez pitagorejski mistycyzm, którego idee transponuje na grunt artystyczny, do koncepcji sztuki jako zwierciadła rzeczywistości w ogóle. Jednak świata upłynnionego, zapętlającego się w procesie permanentnych zmian nie da się uchwycić prostymi narzędziami oraz przy użyciu nieskomplikowanych metod rozumowania. Można rejestrować umykającą rzeczywistość, a także zmiany zachodzące w toku przekształceń ale do tego potrzebny jest adekwatny mindware oraz instrumenty takie jak komputer i kamera, która gdy działa sama staje się procesem. Sztuka współczesna, a w szczególności sztuka mediów popada w tautologiczną zasadzkę i każe nam odsyłać znaczenie obserwowanych artefaktów do nich samych. Michał Brzeziński pragnie uniknąć tej pułapki i konstruuje nowe pojęcie znaku, jako symbolu odsyłającego do procesu powstawania swego znaczenia. Przy pomocy jednego medium symuluje działanie innego a powstałe przy tej okazji defekty, będąc przypadkowymi tworami idealnie wpisują się w ideę fake i są dodatkowymi walorami dla art.
wystawa Michała Brzezińskiego FAKE ART
BWA Nowy Sącz
10 listopada – 11 grudnia 2011

tekst opublikowano na stronie  BILART  —>>

Comments

comments